Żuławy: kultura zachowana we wspomnieniach [Katarzyna Kosińska]

Początek nowego tygodnia, a zarazem początek czwartego dnia naszych badań rozpoczął się od poszukania stołówki, gdzie czekało na nas śniadanie. Zabawna sytuacja – dopiero za którymś podejściem udało nam się znaleźć wyjście kierujące do tego miejsca. To jednak nie koniec niespodzianek. Mimo umówionych spotkań tylko na poranek, dzień ten okazał się bardziej intensywny, niż sądziliśmy. Dlatego wszechobecne błoto – które, jak twierdzą rozmówcy, jest jednym z charakterystycznych symboli Żuław – nie było nam straszne. Nawet w potrojonych ilościach!

Dzień okazał się również bardzo owocny pod względem wiadomości na temat kultury ukraińskiej. Jak podsumowałyśmy to z jedną Panią: mimo, że nie zawsze zostają pamiątki materialne, to jest coś, co jest bardziej cenne: są to wspomnienia.

Mogłyśmy usłyszeć wiele informacji na temat szkoły i nauczania języka ukraińskiego, jak również usłyszeć piękne pieśni. Co ciekawe, pieśni jest tak dużo, że zawsze na początku rozmówcom ciężko jest wybrać jedną. Trudno jest znaleźć odpowiedni przykład. To w śmieszny sposób pokazuje, jak dużo jest śpiewu w domu ukraińskim, ponieważ efektem głębszego zastanowienia rozmówcy jest przedstawienie nie jednej, ale kilku piosenek! Usłyszenie pięknych, niskich głosów męskich, czy też łagodnych żeńskich, jest trudne do opisania – po prostu trzeba tego posłuchać!

Przeprowadzone wywiady były wypełnione po brzegi nie tylko wiadomościami, ale również emocjami. Nie licząc śmiechu i radości, zdarzały się również łzy i tęsknota. Koniec końców, nawet czas wywiadu nie miał wtedy znaczenia. Mile spędzone 2 godziny rozmowy szybko upływały, jakby minęło co najwyżej dziesięć minut.

Udało się również porozmawiać ze starszą panią, która opowiedziała, jak dawniej przystrajano dom na święta. Kolorów wówczas nie brakowało, a na wyobraźnię bardzo mocno działały podwieszane ozdoby z bibułki i słomy, jak również wycinane firanki w kwiatowe wzory.

Mimo szarego dnia, wróciłyśmy do Nowego Dworu Gdańskiego z pełnym workiem informacji i wrażeń, jak również przemyśleń. Czekał już na nas pyszny i wyczekiwany obiad, a nie da się ukryć, po opowieściach dotyczących tradycyjnych potraw, każdy by zgłodniał. Akurat tego dnia na obiad był barszcz. Późnym wieczorem, gdy usiedliśmy do kolacji, okazało się, że każdy z nas dowiedział się tego dnia wielu ciekawych rzeczy m. in. jak wyglądała i wygląda nadal kwestia wyboru małżonka. Każdy dzień przynosi nowe doświadczenia, emocje i wiedzę, a to jeszcze nie koniec naszego wyjazdu.

wyszywana-poduszka-mn

Wyszywana poduszka, fot. K. Kosińska

poduszka-wyszywana-przez-siostre-pani-olgi-mn

Wyszywana poduszka, K. Kosińska

ksiazka-u-doma-i-na-czuzni-pana-michala-mn

U doma i na czużni pana Michała, fot. K. Kosińska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s